Skip to content

Blog

Współczesne kontestacje antyszczepionkowe a krytyka biopolityczna

Pandemia COVID-19 ujawniła napięcia między troską o zdrowie publiczne a kontrolą nad cielesnością jednostki. Coraz częściej praktyki instytucjonalne – zwłaszcza dotyczące obowiązku szczepień – analizowane są przez pryzmat Foucaultowskiej koncepcji biopolityki. Jednocześnie, podobny język krytyki pojawia się wśród środowisk antyszczepionkowych i spiskowych, co rodzi pytanie o granice i konsekwencje upowszechnienia postmodernistycznych intuicji epistemologicznych. Celem niniejszego tekstu jest zbadanie, czy i w jaki sposób spiskowe narracje korzystają z kategorii wywodzących się z analiz krytycznych – zwłaszcza w odniesieniu do biowładzy – oraz czy to podobieństwo wynika z bezpośredniego zapożyczenia, czy raczej z trafności Foucaultowskiej diagnozy warunków produkcji wiedzy i sprawowania władzy. Analiza ta uwzględnia również głosy kobiet – zwłaszcza matek – które, nie będąc koniecznie zaangażowanymi w ruchy spiskowe, kwestionują praktyki instytucji zdrowia publicznego z perspektywy troski, ucieleśnionej wiedzy i marginalizowanego doświadczenia.

Biopolityka w czasach pandemii

Michel Foucault, identyfikując wyłanianie się biopolityki jako narzędzia władzy w społeczeństwach okresu nowoczesności, odnosił się m.in. do kontrastu, w jakim stało podejście przednowoczesnej władzy wobec społeczeństwa jako biologicznej populacji ludzi (lub też jego braku), do podejścia nowoczesnego, w którym społeczeństwo zaczęto traktować jako zbiór ciał stanowiących zasób, który można lepiej lub gorzej wykorzystywać tudzież lepiej lub gorzej nim zarządzać do podtrzymywania produktywności. Statystyczne pojęcia makroskopowe, wywodzące się z jednostkowych aspektów anatomicznych, w skali społeczeństwa stały się wskaźnikami niezbędnymi do określania działalności instytucji, które równocześnie dostrzegły możliwość – a także konieczność – ich kontroli. Przykładowo, zaczęto posługiwać się takimi określeniami jak "liczba narodzin", "liczba zgonów", "rozkład demograficzny" czy "zastępowalność pokoleniowa" w kontekście systemu ubezpieczeń społecznych. Wyrastająca na tym gruncie biopolityka polega na zachęcaniu i normowaniu decyzji o posiadaniu potomstwa, jego liczbie, a także podejmowaniu decyzji o przeznaczeniu publicznych środków na zachętę i wsparcie w powiększaniu rodziny (Foucault, 2008).

Bardziej inwazyjnym przejawem biopolityki jest wszelka działalność instytucji państwowych na rzecz zdrowia publicznego, która wykracza poza zachęty i pomoc, a wkracza na grunt nakazów i zakazów, a także przyznawania pewnym częściom populacji przywilejów na gruncie cielesności. (Drugą stroną medalu jest oczywiście odmawianie tych przywilejów innym.) Choć może to brzmieć bardzo opresyjnie i przywodzić mogłoby na myśl realia krajów totalitarnych – jest to zwykła codzienność w krajach Zachodu, jeżeli przyjrzymy się problematyce szczepień przeciw chorobom zakaźnym. W wielu krajach dzieci nieszczepione mają ograniczony dostęp do publicznych żłobków i przedszkoli, rodzicom uchylającym się od obowiązku szczepienia grożą kary, a w trakcie pandemii COVID-19 do poruszania się po świecie konieczny był aktualny certyfikat potwierdzający przyjęcie szczepionki. W świetle krytyki biopolitycznej te mechanizmy instytucjonalne można interpretować jako przejaw kontroli mającej na celu nadrzędny imperatyw "skazywania na życie" (Foucault, 1998).

Ramy teoretyczne Foucaultowskiej krytyki biopolitycznej stosuje do zjawisk zachodzących podczas pandemii COVID-19 na terenie Stanów Zjednoczonych Ned Randolph (2021). Pandemia COVID-19 ujawniła mechanizmy biopolityczne, które tradycyjnie służą państwu do zarządzania populacją poprzez "techniki sprzyjające życiu". Autor krytycznie analizuje, jak rządy wykorzystywały ten pryzmat "skazywania na życie i pozwalania umierać", aby racjonalizować nierówności społeczne w obliczu kryzysu zdrowotnego, podkreślając, że praktyki te służyły wzmocnieniu dominującej grupy kosztem marginalizowanych. Zjawiska takie jak nieproporcjonalnie wysoka śmiertelność wśród społeczności kolorowych, więźniów czy migrantów, decyzje gospodarcze przedkładające zyski nad zdrowie i zmuszające pracowników do wyboru między ryzykiem infekcji a utratą świadczeń, czy też rasizm, który funkcjonalizował podziały społeczne (np. "strefy poświęcenia"), uwidaczniają, że biopolityka w pandemii pozwalała na ciche usunięcie lub zaniedbanie niechcianych grup. Ponadto, zamykanie granic dla migrantów sprowadzało ich do "nagiego życia" pozbawionego ochrony prawnej, co było odzwierciedleniem ksenofobicznych impulsów i wzmacniało poczucie "wolności" dla uprzywilejowanych grup, naturalizując ludzkie koszty w imię aktywności ekonomicznej. Krytyka Randolpha ukazuje, jak "wolność wyboru" w kontekście pandemii reprodukowała historyczne nierówności, a biopolityczna troska o populację wiązała się z ukrytym, a czasem nawet celowym, pozwalaniem na śmierć określonych grup.

Język krytyki biopolitycznej a ruchy spiskowe

Chociaż ramy krytyki biopolitycznej znajdują zastosowanie w bieżącej literaturze akademickiej pod kątem analizy struktur nierówności i zjawisk marginalizacji, potęgowanych przez mechanizmy biowładzy w stanie kryzysu, jakim była pandemia, zasadnym byłoby przyjrzenie się, jak z drugiej strony język Foucaulta został zaadaptowany przez zwolenników teorii spiskowych. Trudno argumentować, aby stało się to w sposób świadomy i bezpośredni – krytyki biowładzy ze strony przeciwników szczepień wyrażonej w bezpośrednim odniesieniu do myśli francuskiego socjologa nie znajdziemy w czasopismach recenzowanych. Natomiast wyraźne echa podobnej intuicji – obaw przed instytucjonalną kontrolą cielesności, segregacją ze względu na czynniki biologiczne (w przypadku szczepień – odporność), ograniczaniem wolności – znajdziemy w zwykłej dyskusji między ludźmi: czy to przy stole, na ulicy, czy w Internecie. Media takie jak Facebook obfitują w strony i profile poświęcone "ujawnianiu prawdy" o szczepieniach (np. STOP NOP) (Lusawa et al., 2019). W komentarzach na tych profilach pobrzmiewają obawy przede wszystkim natury spiskowej, tj. skupione wokół przekonania o zorganizowanej i celowej działalności struktur władzy na rzecz aktywnego wyrządzania szkody grupie własnej. Dużą część stanowią jednak także wyrazy sprzeciwu nie tyle wobec postrzeganej aktywnej szkody, co wobec po prostu kontroli cielesności czy też sprawowania kontroli, "sterowania" populacją za pomocą narzędzi biomedycznych – w oderwaniu od medycznych konsekwencji. Jeszcze inna część to niezgoda na segregację ze względu na ingerencję cielesną (jak rozumieją szczepienia ich przeciwnicy) – świadczą o tym np. skargi rodziców na problemy w kontaktach ze służbą zdrowia lub konflikty na tle szczepień dziecka z innymi rodzicami w przedszkolu lub w żłobku. Zaznaczyć należy, że niekoniecznie jest to powiązane z obawą o zdrowotne konsekwencje przyjęcia szczepienia. Zazwyczaj sprzeciw budzi samo poczucie odgórnej kontroli nad sferą, którą niektórzy rodzice rozumieją jako na tyle prywatną, że instytucje nie powinny mieć w nią wstępu (Klimiuk et al., 2021).

Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach pojawiają się porównania dyskursu spiskowego do Foucaultowskiej krytyki biopolityki i biowładzy. Zwraca się w tym kontekście uwagę (Latour, 2004) na pewien paradoks – mianowicie chociaż Foucault pierwotnie identyfikował biopolitykę jako nowe zjawisko na gruncie modernistycznego liberalizmu (współcześnie utożsamianego z prawicą), a głosy kontestacyjne umieszczał po lewej stronie debaty politycznej – dzisiaj (przynajmniej powierzchownie) wydaje się coraz bardziej, że to prawa strona tejże debaty zakooptowała sobie Foucaultowskie metody krytyczne, przy użyciu których dokonuje erozji naukowych podstaw systemu ochrony zdrowia. Wynikiem miałoby być podważenie struktur produkcji wiedzy i epistemologii jako takiej, czego efektem jest społeczno-polityczny dyskurs postprawdy. Pojawiają się argumenty za tym, że postmodernistyczna krytyka dominujących dyskursów i hierarchii wiedzy w swoim demaskowaniu "reżimów wiedzy" doprowadziła do tak dalekiej dekonstrukcji epistemologii, że staliśmy się bezradni wobec takich postaw, które prawdzie się nie tyle sprzeciwiają, co sytuują się zupełnie poza nią. Takie "rozbrojenie" sprawia, że uniwersytety nauczając o relatywizmie wiedzy i jej zależności od struktur władzy i dyskursu, tworzą przestrzeń dla ekstremistów, którzy przyjmują krytyczny język w służbie negacjonizmu (Latour, 2004). W odpowiedzi jednak usłyszymy też głosy (Newman, 2022), że akurat analiza w duchu foucaultowskim spiskowego i negacjonistycznego dyskursu postprawdy zachodzącego po konserwatywnej i ekstremistycznej stronie sceny politycznej pozwala prawdziwie ujawniać naturę tego zjawiska. Pozwala ona na unaocznienie dyskursywnych warunków stanowienia prawdy, charakteryzujących ruchy spiskowe i negacjonistyczne i nie prowadzi do relatywizmu. Sam Foucault argumentował, że o ile prawdy nie da się uniezależnić od jej historycznego kontekstu i struktur władzy, nie powinno to stanowić przeszkody w jej badaniu, o ile będziemy pamiętać, że nie da się prawdy wyodrębnić z jej reżimu (Newman, 2022). Można zatem argumentować, że o ile podobieństwa w używanym języku istnieją, są one powierzchowne. Analiza w duchu foucaultowskim pozwala nam na zaklasyfikowanie ruchów spiskowych i negacjonistycznych jako struktur definiujących odmienny reżim wiedzy – w tym wypadku legitymizowany przez charyzmatycznych liderów, odznaczających się realną władzą, jak Donald Trump czy Robert F. Kennedy Jr. – czy też znaczną obecnością medialną i poparciem środowisk antyszczepionkowych, jak liderka stowarzyszenia STOP NOP Justyna Socha.

Oprócz figur liderów na ruchy spiskowe i negacjonistyczne składają się dziesiątki tysięcy ludzi, z których zdecydowana większość to osoby wiodące skądinąd normalne życie, lecz które odnajdują w spiskowej narracji i grupowej identyfikacji poczucie odzyskanej kontroli, złagodzonego lęku, a także przynależności, o czym świadczą liczne badania w ramach psychologii społecznej (Grzesiak-Feldman, 2015). Jednakże w ostatnich latach udało się poczynić spory postęp teoretyczny na gruncie teorii poznania ucieleśnionego i poznania aktywnego w ramach teorii afordancji, przetwarzania predykcyjnego i tzw. "efektu aha!" (Van de Cruys et al., 2024). Uwagę zwraca zaniedbywana dotąd obserwacja, że osoby wybierające myślenie spiskowe przynajmniej po części robią to w wyniku poczucia wykluczenia epistemicznego i braku epistemicznej sprawczości. Postępujący rozrost sfery eksperckiej – tj. obszaru wiedzy, w którym mandat rozstrzygania o tym, jak jest, mają nieliczne osoby o wąskiej specjalizacji, charakteryzujące się wiedzą niedostępną przeciętnym osobom – dzieje się kosztem sfery swobodnej epistemicznej aktywności jednostki – czyli takiego zakresu jej biologicznego i społecznego istnienia i funkcjonowania, w ramach którego do tej pory mogła sama zdobywać informacje potrzebne jej do życia i samostanowienia (Van de Cruys et al., 2024). Coraz częściej słyszy się przecież, że to eksperci – a nie my – wiedzą, co należy jeść, jaką aktywność fizyczną uprawiać oraz jakie substancje wprowadzać do swojego ciała – włączając w to preparaty szczepionkowe. Z tego względu warto przyjrzeć się warunkom sprzyjającym myśleniu spiskowemu od strony fenomenologicznej, a nie tylko socjologicznej czy też społeczno-psychologicznej. Okazuje się bowiem, że echa języka krytycznego odnajdziemy także w bezpośrednich sprawozdaniach osób sprzeciwiających się obowiązkom szczepień. Świadczyć to może nie tyle o odgórnym i cynicznym przejęciu języka ponowoczesnej krytyki epistemologicznej przez środowiska spiskowe i negacjonistyczne, co właśnie o trafności owej analizy, która odzwierciedla realne zjawiska zachodzące w społeczeństwie.

Melissa Carrion przeprowadziła 35 wywiadów z matkami aktywnymi na forach internetowych poświęconych szczepieniom, które odmówiły szczepienia swoich dzieci (Carrion, 2018). Część z rozmówczyń badaczki podkreślała, że ich decyzje nie wypływały z antynaukowych przekonań, lecz z frustracji i braku zaufania do instytucji, które nie traktowały ich obaw poważnie. Matki te opisywały wielokrotne sytuacje lekceważenia, ignorowania, a nawet ośmieszania ich intuicji i doświadczenia cielesnego – zarówno swojego, jak i dziecka – w kontaktach z lekarzami i personelem medycznym. Nacisk kładziony był nie na kwestie biologiczne, lecz relacyjne: brak możliwości zadawania pytań, niechęć do rozmowy o ryzyku, domyślna dominacja języka autorytetu i procedury. W tym kontekście pojawia się odczucie naruszenia nie tylko sprawczości decyzji rodzicielskiej, ale także integralności cielesnej, która pozostaje kluczowa dla fenomenologii macierzyństwa. Ogromną rolę w raportach spisanych przez autorkę grał również nacisk badanych kobiet na samodzielne zdobywanie wiedzy – ową sprawczość epistemiczną, omawianą wcześniej. Matki zaznaczają, że nie roszczą sobie prawa do podejmowania decyzji za nikogo, natomiast zachęcają inne kobiety do samodzielnego zdobywania wiedzy i korzystania z autonomii samostanowienia oraz do stanowienia o dobru ich dzieci. Można tutaj odczytywać pewne nastroje kontestacji hegemonii dominującego reżimu wiedzy – tutaj reprezentowanego przez publiczne instytucje ochrony zdrowia oraz uwikłanych w tej instytucje lekarzy.

Innym aspektem wybrzmiewającym w raportach osobowych z omawianego badania jest nacisk na prymat "matczynej epistemologii", wyrażający się w stwierdzeniach takich jak:

[...] możesz czytać i czytać, możesz zdobyć wiedzę o obu stronach [debaty], ale ostatecznie i tak najważniejsza jest intuicja. [...]1

Interpretując dane zebrane przez Carrion można wyciągnąć ogólny wniosek, że wypowiedzi matek odmawiających szczepienia swoich dzieci łączy wyrażane w nich głębokie zaufanie do własnej, ucieleśnionej, matczynej intuicji – subiektywnego poczucia na temat tego, co jest dla dziecka dobre lub szkodliwe, które nie podlega dyskusji, ma wymiar oczywistości i nawet po uzyskaniu odpowiedniej informacji eksperckiej na temat szczepionek, odegra w podjęciu decyzji o szczepieniu decydującą rolę. W dalszej części analizy autorka dyskutuje, jak zebrane sprawozdania świadczą o decydującym wymiarze ucieleśnionej wiedzy płynącej z doświadczenia, a także jak wpisuje się ona w ujęcie, które Sandra Harding nazwała "epistemologią usytuowaną" (Harding, 2004). Taka epistemologia wskazuje, że historycznie zmarginalizowane perspektywy (jak perspektywy subiektywnego doświadczenia matek i kobiet w ogóle) mają wiele do zaoferowania i uzupełniają wiedzę, nie relatywizując jej. Kluczowym aspektem w tak rozumianej epistemologii matczynej jest kwestia troski – matka głęboko troszcząc się o dziecko, troszczy się o pozyskiwane informacje i standardom tej troski poddaje proces ich zdobywania. Wydaje się, że według matek wiedza instytucjonalna jest tej troski pozbawiona.

Widzimy zatem, że kontestacja biopolityki nie musi mieć wymiaru spiskowego. Wymiar spiskowy ujawniony może zostać zwłaszcza wtedy, kiedy marginalizacji towarzyszy negowanie lub odrzucanie pierwszoosobowej perspektywy jako źródła wiedzy. Rzecz jasna nauka nie może tutaj ustąpić tej wiedzy pola, ale konieczne jest w ramach całego procesu i interakcji z instytucjami ochrony zdrowia, a także w komunikacji publicznej, uznawanie realności tego doświadczenia i afirmacja subiektywnego przekonania o jej bezdyskusyjności. Szczególnym uznaniem należy obdarzyć matczyną epistemologię troski i zadawać pytania o warunki – lub ich brak – kierowania się troską w ramach procesów produkcji wiedzy instytucjonalnej.

Podsumowanie

Analiza dynamiki biowładzy w kontekście szczepień i ruchów spiskowych unaocznia dwie kluczowe linie napięcia: pierwszą – pomiędzy troską o populację a marginalizacją jednostek, drugą – między wiedzą ekspercką a wiedzą ucieleśnioną. Biopolityka, która w założeniu ma chronić życie i podtrzymywać zdrowie społeczeństwa, nierzadko staje się narzędziem dyskryminacji, kontroli i wykluczenia – zarówno w sensie fizycznym (poprzez obowiązki szczepień i dyscyplinowanie uchyleń), jak i epistemicznym (poprzez negację subiektywnych źródeł wiedzy). Ruchy antyszczepionkowe, choć często niebezpieczne w swoim oddziaływaniu, są także wyrazem zagubienia, braku zaufania, alienacji i poczucia utraty sprawczości. Ich popularność nie wynika jedynie z dezinformacji, ale z deficytu dialogu i niedostrzegania sensowności subiektywnego doświadczenia w ramach systemów opartych na wiedzy instytucjonalnej.

Zbieżność języka krytyki biopolitycznej i retoryki części środowisk spiskowych nie musi oznaczać ich tożsamości. Wręcz przeciwnie – może wskazywać na to, że krytyka Foucaultowska trafnie rozpoznaje mechanizmy władzy, które odczuwane są również przez osoby nieposiadające specjalistycznych narzędzi analizy. Spiskowość nie powstaje z samej ignorancji, lecz często z bezsilności – z braku uznania dla prywatnej epistemologii i doświadczenia cielesnego, którego nie sposób wyrazić w języku eksperckim. Zamiast zatem odrzucać wszelką kontestację jako irracjonalną, należałoby przyjrzeć się jej źródłom – także tym, które wiążą się z poczuciem naruszenia granic ciała i intymności decyzji. Takie doświadczenia – jak pokazuje przykład badanych przez Carrion matek – nie są efektem fanatyzmu, lecz długotrwałego braku uznania i komunikacyjnej asymetrii między instytucją a jednostką.

Z tej perspektywy zrozumiałe staje się, dlaczego niektóre intuicje ruchów kontestujących obowiązki szczepień rezonują z Foucaultowską analizą biopolityki – nawet jeśli czynią to w sposób uproszczony lub nieświadomy. To, co początkowo może wydawać się paradoksalne – że środowiska antyszczepionkowe sięgają po język krytyczny wobec władzy – w rzeczywistości może być sygnałem, że problemy, które krytyka ta opisywała dekady temu, nie tylko nie zniknęły, ale wręcz się pogłębiły. Trudno zatem dziwić się, że w społeczeństwach, w których wzrasta nierówność, a instytucje tracą zaufanie, mechanizmy kontroli nad cielesnością spotykają się z rosnącym oporem – nawet jeśli przyjmuje on czasem formy niepokojące.

Literatura

  • Carrion, M. L. (2018). "You need to do your research": Vaccines, contestable science, and maternal epistemology. Public Understanding of Science, 27(3), 310–324. https://doi.org/10.1177/0963662517728024
  • Foucault, M. (1998). Wykład z marca 1976 (P. Małgorzata, Trans.). In Trzeba bronić społeczeństwa: Wyklady w College de France, 1976 (pp. 237–260). Wydawnictwo KR.
  • Foucault, M. (2008). The birth of biopolitics: Lectures at the Collège de France, 1978-1979. Palgrave Macmillan.
  • Grzesiak-Feldman, M. (2015). Psychologia myślenia spiskowego. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
  • Harding, S. (2004). A Socially Relevant Philosophy of Science? Resources from Standpoint Theory's Controversiality. Hypatia, 19(1), 25–47. https://doi.org/10.1111/j.1527-2001.2004.tb01267.x
  • Klimiuk, K., Czoska, Biernacka, & and Balwicki, Ł. (2021). Vaccine misinformation on social media – topic-based content and sentiment analysis of Polish vaccine-deniers' comments on Facebook. Human Vaccines & Immunotherapeutics, 17(7), 2026–2035. https://doi.org/10.1080/21645515.2020.1850072
  • Latour, B. (2004). Why Has Critique Run out of Steam? From Matters of Fact to Matters of Concern. Critical Inquiry, 30(2), 225–248. https://doi.org/10.1086/421123
  • Lusawa, A., Pinkas, J., Zgliczyński, W. S., Mazurek, M., & Wierzba, W. (2019). Nieprawdziwe informacje w zakresie szczepień ochronnych jako wyzwanie dla zdrowia publicznego. Zdrowie Publiczne i Zarządzanie, 17(1), 40–45. https://doi.org/10.4467/20842627OZ.19.006.11302
  • Newman, S. (2022). Post-Truth and the Controversy over Postmodernism. Or, was Trump Reading Foucault? https://doi.org/10.26021/13018
  • Randolph, N. (2021). Making Live and Letting Die in COVID-19: The Biopolitics of Race, Space and Freedom. Spectra, 8(2). https://doi.org/10.21061/spectra.v8i2.178
  • Van de Cruys, S., Bervoets, J., Gadsby, S., Gijbels, D., & Poels, K. (2024). Insight in the Conspiracist's Mind. Personality and Social Psychology Review, 28(3), 302–324. https://doi.org/10.1177/10888683231203145

  1. tłum. własne 

Nie głosujcie na Mentzena

Mówię to jako były wyborca Janusza Korwin-Mikkego; jako ktoś, kto w 2014 r. osobiście zaniósł Bronisławowi Foltynowi listę z podpisami zebranymi wśród znajomych. Tak, dałem się na to nabrać i dawałem nabierać przez wiele lat. Powody zmiany poglądów zostawię na inny raz. Dzisiaj jednak ten apel kieruję do wszystkich tych, którzy będąc skądinąd ludźmi o być może umiarkowanych poglądach, ale – umęczeni chaosem debaty politycznej i brakiem sprawczości dotychczasowych władz – czują się coraz bardziej przekonywani przez wypowiedzi, poglądy i plany Sławomira Mentzena, szczególnie jeżeli chodzi o sprawy gospodarczo-ekonomiczne.

Wizja państwa głoszona przez Sławomira Mentzena jest wizją kuszącą głównie przez jej zrozumiałość. To jest oferta nie polityczna, ale psychologiczna. Frakcja wolnościowców w Konfederacji snuje wizję państwa, którą da się spisać na kartce papieru. Prosty zestaw reguł (przyjmujących zwykle postać komunało-dogmatów) pozwala na trzymanie całego modelu w umyśle w każdej chwili i daje bardzo jasny, algorytmiczny sposób dowodzenia niesłuszności innych poglądów. Oszczędność tego modelu pozwala łatwo wygrywać na polu retorycznym i emocjonalnym, na przykład dzięki temu, że ktokolwiek, kto broni modelu państwa o faktycznie wymaganej złożoności, nigdy nie będzie w stanie zreferować, jak działa ono w szczegółach bez odwołania się do ekspertów, którzy wiedzą lepiej. Przed tym problemem nie stoi obrońca idei państwa minimalnego, bo tam wszystko działa w przejrzysty dla wszystkich sposób, a faktyczne złożoności są zamiatane pod stół i zastępowane prostackimi alegoriami w rodzaju sprzedawcy parówek na ulicy. A, jak wiadomo, jak czegoś się nie da w prosty sposób wytłumaczyć, to to nie ma prawa działać, a do ekspertów odwołują się tylko mięczaki (chyba, że jest to nazwisko z listy, a ekspert nie żyje od 87 lat).

Tego państwa nie ma z nami w pokoju. Nigdy nie było i nie będzie. Mentzen sprzedaje wizję państwa, którego nikt nigdy nie widział, a nawet, gdyby istniało, nie osiągałoby postawionych mu celów w taki sposób, jak twierdzi. Nie sądzę, żeby robił to z cynizmu. Najgorsze w tym jest to, że on prawdopodobnie faktycznie wierzy, że proste państwo może działać. Trochę jak dziecko, które narysowawszy autko nie ma dostępu do wyobrażenia, że to nie pojedzie. (Pokazują to chociażby zmyślane zupełnie ad-hoc pomysły w miarę zbliżającej się daty wyborów, zupełnie niespójne z jego rzekomymi poglądami – vide jego umizgi do deweloperów.)

Jest to wizja oparta o fundamentalnie błędne postrzeganie rzeczywistości – jednowymiarowa, doktrynalna i odporna na dane. Jest to – o ironio – paradygmatyczny przykład utopii. Wprowadzona w życie spowodowałaby niespotykany dotąd chaos i osłabiłaby Polskę w krytycznym dla jej bezpieczeństwa czasie w historii. Pomijam tutaj oczywiście kwestie co, jako prezydent, mógłby Mentzen w ogóle konstruktywnego zrobić. Nie mogąc realnie niczego zmienić, zapewne ograniczyłby się do psucia. Zostawię na potem zmartwienie, kogo dodatkowo postawiłby w swoich strukturach.

To jest normalne, że się jako jednostka ani nie rozumie, jak rzeczy działają, ani nie wie dokładnie, co należałoby zrobić. Jeżeli się zaakceptuje, że rzeczywistości nie da się ująć na kartce papieru, pozostaje oczywiście głosowanie na kogoś innego, czyli nieuchronnie "z systemu" (według konfiarzy, na socjalistę). Zostawia nas to z odwiecznym problemem demokracji reprezentacyjnej – jak zidentyfikować kogoś, komu zaufamy, kto odpowiednio położy zaufanie w innych, tak, aby reprezentować zarówno uświadomione, jak i nieuświadomione interesy nasze, innych i tych, którzy przyjdą po nas. Nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Ale na pewno nie jest nią Konfederacja i nie jest nią Sławomir Mentzen.

Analiza metafizyki relacji Ja-Ty w świetle współczesnego kryzysu sensu

Niniejszy esej podejmuje próbę zestawienia myśli Martina Bubera, wyrażonej w jego fundamentalnym dziele "Ja i Ty" (Buber, 1992), z diagnozą i propozycjami Johna Vervaeke'go zawartymi w "Awakening from the Meaning Crisis"1 (Vervaeke & Mastropietro, 2024). Punktem wyjścia jest założenie, że kryzys sensu, będący centralnym motywem pracy Vervaeke'go, ma swoje głębokie paralele z problemami diagnozowanymi przez Bubera w kontekście relacji międzyludzkich i metafizyki ludzkiego bytu. Analiza ta wskazuje, że filozofia spotkania Bubera może zostać zinterpretowana jako intuicyjna odpowiedź na współczesne autorowi wyzwania związane z rozpadem relacji i dominacją światopoglądu redukcyjnego. W eseju podejmuję próbę ujęcia metafizyki relacji Ja-Ty w ramach systematyki trzech porządków sensu Vervaeke'go oraz wskazania, w jaki sposób intuicje Bubera powracają we współczesnych rozważaniach nad odnową sensu w życiu jednostki i społeczeństwa.

Zwycięstwo cynizmu

Antybohaterami dzisiaj nie jest największa część elektoratu Trumpa. Nie są to nawet faszyści, rasiści czy też wykluczona klasa robotnicza, okłamana przez Trumpa, że dzięki niemu znowu będzie się liczyć. Głównym antybohaterem jest Elon Musk, a kroczy za nim kordon milionerów, spekulantów, inwestorów Venture Capital, C-suite executives i wicedyrektorów z Doliny Krzemowej, zwieńczany szeregami mniejszych i większych inwestorów giełdowych, ze zwykłymi fanboyami Elona (i jemu podobnych) na końcu.

Ta grupa jest oczywiście szersza, ale ten elektorat techniczny jest dla mnie tak jaskrawy poprzez połączenie z nieproporcjonalną koncentracją władzy i aktywów finansowych. Mówię tutaj o wszystkich tych, którzy "głosowali strategicznie", bo Trump sprawi, że giełda się odbije, ponieważ po prostu posiadają udziały w topowych spółkach technologicznych, aspirują do bycia inwestorami lub po prostu są entuzjastami technologii do tego stopnia, że wierzą, że kolonizacja Marsa jest po pierwsze dobrym pomysłem, po drugie jest absolutnie wykonalna.

Nie ma tam logiki ani związków przyczynowo-skutkowych, jest tylko korelacja. To nie Trump coś zrobi, tylko oczekiwane "odbicie" będzie wywołane przez samo to, że zajmie z powrotem stanowisko prezydenta. Trochę jak w astrologii – ciało niebieskie Trump wejdzie w odpowiednią konfigurację z innymi ciałami niebieskimi, stanie się czary-mary i Dow Jones poszybuje do góry.

Nienawiść, gniew, przemoc i rasizm można jeszcze jakoś zrozumieć. Jest w tym coś z przednowoczesnej, surowej autentyczności. W świecie skrajnego elektoratu Trumpa przynajmniej istnieją jakieś namacalne części rzeczywistości – moje emocje, moja okolica, moja rodzina, moja praca, mój wróg, moje bezpieczeństwo, moje zdrowie, moja śmierć. Nawet jeżeli co do istnienia wrogów i zagrożeń zostałem okłamany – w jakimś sensie przyjmuję wobec nich "ontologiczne zobowiązanie" i żyję tak, jakby istniały. Przynajmniej w moim postrzeganiu ten wróg to jakiś prawdziwy człowiek, grupa lub instytucja.

W świecie technicznego elektoratu rzeczywistość jest zmyślona. Nic z materialnej rzeczywistości nigdy się nie wydarza naprawdę. Jedynymi czynnikami warunkującymi istnienie są:

  • ja,
  • pieniądze,
  • wskaźniki giełdowe (i ich prognozy),
  • popularność,
  • władza,
  • kto wygrał (i czy ja znalazłem się po właściwej stronie).

(Na tej liście jest ja, ale nie ma śmierci. Tech bros zdają się coraz mniej wierzyć nawet we własną śmiertelność. Naczelną religią w Dolinie Krzemowej staje się pewnego rodzaju technologiczny transcendentalizm, który głosi, że wnet będzie można wgrać swoją duszę do chmury lub w coś podobnego. Ale to dygresja.)

Kompletnie nieistotne okazują się konflikty zbrojne, huragany, zmiana klimatu, dezinformacja czy głód i zaraza. To wszystko istnieje tylko o tyle, o ile ma wpływ na to, co dzieje się na otwarciu giełdy następnego dnia.

Trump świetnie się wpisuje w ten światopogląd, będąc wręcz modelową postacią świata postprawdy. Dlatego nieważne jest to, co Trump myśli, jaki jest, co mówi, w co wierzy, jaka jest jego przeszłość i jakie ma za sobą decyzje. Bardziej realne jest natomiast jakie przewidywania wiązano z jednym bądź drugim wynikiem wyborów wobec wskaźników ekonomicznych. W momencie wrzucania głosu do urny przyszłość wirtualna wygrała w metafizycznym konkursie z ówczesną rzeczywistością materialną.

Nienawiść i przemoc mają swoje realne konsekwencje tu i teraz i oczywistą tragedią jest zwycięstwo powiązanych z Trumpem realnych środowisk o poglądach faszystowskich, ale w dłuższym rozrachunku to cynizm stanowi prymę do dalszego rozwoju podobnych platform politycznych dzięki swojej mocy wybielania indywidualnych decyzji. Jeżeli to prawda, że cynizm staje się dominującym światopoglądem, to w dłuższej perspektywie pod indywidualną "zaradność" będzie się dało podciągnąć właściwie wszystko. Całą resztę stanowić będzie "naiwność". Na start do tej szufladki trafiają kierowanie się jakimiś tam wartościami i niemyślenie wyłącznie o sobie.

Nie tylko Trump wygrał. Wygrał cynizm. Cynizm, który pożre świat. W najbardziej upiornej z heglowskich rzeczywistości kapitalizm doświadczył syntezy z postmodernizmem. O ironio! Największymi praktykami postmodernizmu są wyborcy (a także piewcy, w tym polscy) Trumpa! No bo powiedzmy sobie szczerze – cynizm, a także idąca za nim antysystemowość, to nie są w ogóle poglądy prawicowe – w tradycyjnym sensie. Tam nie ma w ogóle żadnej charakterystycznej dla prawicy pryncypialności. Właściwie to w ogóle nie jest pogląd, tylko wyuczony styl poznawczy. Przyczyn tego można szukać długo i warto się nad tym pochylić, ale to materiał na całe tomy. Możliwe, że skończy się to dla nas jak najgorzej. Bo materialna rzeczywistość da o sobie znać. A ta ekonometryczna metafizyka tak naprawdę warunkowana jest bezpieczeństwem jednostek, które mogą sobie pozwolić na przymykanie oka na huragany. A bezpieczeństwo to mimo wszystko zależy od materialnej rzeczywistości całej reszty ludzi.

Jak oni śmią?

Ci Ukraińcy wstydu nie mają. A najgorsze ich dzieci! Zachowują się jak u siebie! Zero wdzięczności! A mężczyźni to powinni tam być i walczyć, a nie tutaj sobie imprezy robić!

AI (jeszcze) po nas nie przyjdzie

Na gruncie gminnego wyobrażenia o (ogólnej) sztucznej inteligencji (AGI) – rozumianej jako prosta ekstrapolacja obecnie symulowanych systemów sztucznej inteligencji (jak chociażby LLM-y) – nie ma powodów, aby oczekiwać, że nawet "nadludzka" sztuczna ogólna inteligencja mogłaby być w ogóle zainteresowana jakąkolwiek "dominacją" nad ludzkością.

Rozpad sensu odwieczne zagrożenia i ideologie pseudoreligijne

Pasted image 20240629132514.png

Część pierwsza: Jak rewolucja naukowa zniszczyła sens

Filozofia Johna Vervaekego - Część II

W poprzedniej części omawiałem część historii kryzysu sensu w rozumieniu Johna Vervaekego od starożytności po Rewolucję Naukową. Po Kartezjuszu kryzys rozwijał się lawinowo, także o ile poprzedni artykuł obejmował kilka tysięcy lat, drugi, z niewybaczalnymi uproszczeniami, zamknie się w trzech wiekach - od Kanta po koniec II Wojny Światowej.

Filozofia Johna Vervaekego - Część I

Oto artykuł o kanadyjskim psychologu pracującym na Uniwersytecie w Toronto. I nie jest nim Jordan Peterson. Nie sposób jednak zacząć bez odwołania do “kolegi z pracy”, tym bardziej, że panowie bywają widywani razem i odbyli w ostatnich latach kilka rozmów, które zostały zarejestrowane i są dostępne na YouTube. Uważam to odwołanie za konieczne, ponieważ czytelnicy mogliby poczuć się oszukani, jeżeli bym ten fakt zostawił zupełnie bez komentarza i dowiedzieliby się o nim niezależnie. Jest to jednak konieczność przykra, bo John Vervaeke nie potrzebuje ani Jordana Petersona, ani bycia z nim porównywanym, żeby jego przekaz dobitnie wybrzmiał.

Pasted image 20240629132529.png